Europa i świat po II wojnie światowej

14.01.2020

Dr hab. M. Łuczewski: Scruton widział w „Solidarności” filary zachodniej kultury

Warszawa, 04.06.2019. Brytyjski filozof Roger Scruton odznaczony Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej przez prezydenta Andrzeja Dudę podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim. Fot. PAP/T. Gzell Warszawa, 04.06.2019. Brytyjski filozof Roger Scruton odznaczony Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej przez prezydenta Andrzeja Dudę podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim. Fot. PAP/T. Gzell

Dla Rogera Scrutona było jasne, że należy konserwować nie po prostu „coś z przeszłości”, ale to, co jest najbardziej wartościowe: dobro, prawdę i piękno. Te trzy filary zachodniej kultury widział i u czeskich dysydentów, i w „Solidarności”, a nie mógł ich dostrzec w komunizmie, który tak inspirował – i to w najgorszym, maoistowskim wydaniu – rewolucję 1968 r. – mówi PAP dr hab. Michał Łuczewski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Polska Agencja Prasowa: „Jedna rzecz, której nienawidzę, to bunt. I tylko przeciw niemu się buntuję” – powiedział Roger Scruton podczas wizyty w Polsce w 2016 r. Skąd u brytyjskiego profesora, filozofa konserwatyzmu, tak wielka fascynacja „buntem +Solidarności+” oraz ruchem robotniczym odległym od klasycznego konserwatyzmu?

CZYTAJ TAKŻE

Dr hab. Michał Łuczewski: Ten odruch, który jest bardziej odruchem serca niż umysłu, Scruton miał już podczas rewolucji roku 1968, którą obserwował jako bardzo młody człowiek na ulicach Paryża. Choć dopiero szukał swojej intelektualnej drogi, to bardzo szybko doświadczył, że środki i cele, które niósł tamten bunt, były czymś odrażającym, czymś, co niszczy zasady cywilizacji. Oto pokolenie rozpieszczonych studentów z najlepszych szkół i najlepszych rodzin próbowało obalić demokratyczny porządek, którego bronili przerażeni policjanci, pochodzący najczęściej z klasy robotniczej. Scruton nie miał wątpliwości, po której stronie stanąć; wiedział od razu, że musi bronić tego, co tamten ruch niszczył. 

Dr hab. Michał Łuczewski: Scruton pewnie najchętniej przebywałby w swojej wiejskiej posiadłości, pisał eseje, powieści i opery, ale nie mógł na tym poprzestać, ponieważ cały świat wokół niego zwariował. Musiał zaangażować się w działalność polityczną.

Przez kolejne dekady niestrudzonej działalności odpowiadał na pytanie, czym to coś jest. Takie pytanie, jak pokazywał prof. Jerzy Szacki, musi zadać sobie każdy nowoczesny konserwatysta: co mamy chronić w świecie, w którym wygrała rewolucja? Dla Scrutona było jasne, że należy konserwować nie po prostu „coś z przeszłości”, ale to, co jest najbardziej wartościowe: dobro, prawdę i piękno. Te trzy filary zachodniej kultury widział i u czeskich dysydentów, i w „Solidarności”, a nie mógł ich dostrzec w komunizmie, który tak inspirował – i to w najgorszym, maoistowskim wydaniu – rewolucję 1968 r.

CZYTAJ TAKŻE

Scruton pewnie najchętniej przebywałby w swojej wiejskiej posiadłości, pisał eseje, powieści i opery, ale nie mógł na tym poprzestać, ponieważ cały świat wokół niego zwariował. Musiał zaangażować się w działalność – w najlepszym sensie tego słowa – polityczną, walczyć o dobro wspólne, wolność słowa, również na uniwersytetach, piękno w sferze publicznej, miejsce dla Boga. Stał się buntownikiem bardziej z przymusu niż z wyboru. Buntował się nie tylko przeciwko komunizmowi na Wschodzie, ale również przeciwko lewicowym ideologiom promowanym na zachodnich uniwersytetach, które zapanowały po roku 1968.

PAP: Kilkanaście lat później zetknął się z innym rodzajem buntu. „Solidarność” wspierali intelektualiści, którzy w pewnej części trwali przy dawnych wartościach i byli konserwatywni na tle swoich kolegów z Zachodu. Czy Scruton uważał, że „Solidarność” i tradycje innych krajów Europy Środkowej mogą być odpowiedzią na to, co po 1968 r. dzieje się na Zachodzie? 

CZYTAJ TAKŻE

Dr hab. Michał Łuczewski: Działania studentów w 1968 r. był rewolucyjnym gestem odrzucenia przeszłości. Bunt, który Scruton widział w Polsce, był przeciwieństwem takiego nastawienia, opartego na pokazywaniu, jak wspaniali i nowocześni jesteśmy. W Polsce nie chodziło o zerwanie z tradycją, lecz o powrót do źródeł. Chodziło tutaj nie tyle o bunt, ile o nawrócenie. Gdy poczytamy Václava Havla czy Jana Patočkę, to zobaczymy, że mimo wielu różnic mówili tym samym głosem co ks. Józef Tischner czy Karol Wojtyła albo Aleksander Sołżenicyn. Opozycjoniści z Europy Środkowej i Wschodniej mówili niezwykle bliskim mu językiem. Ich naczelnym postulatem był powrót do prawdy, solidarność, wolność, niepodległość, prymat sumienia, potęga smaku. Wystarczyło nie kłamać, żeby zadać śmiertelny cios systemowi totalitarnemu. W 2016 r. podczas Kongresu Polska Wielki Projekt zorganizowaliśmy panel, na którym wystąpił Scruton. W jego trakcie prof. Zdzisław Krasnodębski odwołał się do myśli brytyjskiego filozofa, który – nie zapominajmy – najpierw był estetykiem, i powiedział, że komunizm upadł przede wszystkim dlatego, że był „czymś brzydkim”.

CZYTAJ TAKŻE

Gdy Scruton spotykał w Polsce intelektualistów, dla których ważne jest dobro wspólne, prawda czy piękno, którzy nie zamykali się w egoistycznym geście w przestrzeni uniwersytetów, z pogardą patrząc na „człowieka prostego”, odkrywał nie tylko swoich sprzymierzeńców, lecz przede wszystkim przyjaciół. Wspomnienie jego czterdziestych urodzin, które spędził w ich towarzystwie, do tej pory krąży po Warszawie. Takiej wspólnoty Scruton nie mógł doświadczyć w krajach Zachodu.

PAP: W latach dziewięćdziesiątych polski konserwatyzm znalazł się poza głównym nurtem polskiej polityki. Może nie udało się prawidłowo odczytać myśli Scrutona?

Dr hab. Michał Łuczewski: Sam Scruton również miał problem z przełożeniem swojej myśli na sferę polityki i ruchy masowe. Trudno się uczyć od intelektualisty zmieniania świata, gdy główną sferą działania tego intelektualisty jest pisanie książek. Warto jednak zapytać, dlaczego po 1989 r. konserwatyzm w Polsce nie znalazł szerokiego poparcia. Po upadku komunizmu oczywiście nie poszliśmy torem rewolucji roku 1968, bo ciężko w kraju postkomunistycznym wychwalać Mao, ale jednak w podobny sposób zdobywaliśmy kapitał moralny. Odcinaliśmy się od przeszłości, żeby „wybrać przyszłość”. Mam tu na myśli nie tylko hasło z kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 r., ale całą III RP i jej architektów, którzy czerpali swoją legitymizację nie z doświadczenia polskiego, a w szczególności – programu „Solidarności” – ale z przyszłości, którą wskazywał zachodni liberalizm. Źródłem ich władzy nad duszami Polaków nie była tradycja, lecz utopia. Mieliśmy do czynienia z utopijnym myśleniem, pod względem treści innym niż w roku 1968 na Zachodzie, ale bardzo podobnym pod względem formy „wybierania przyszłości”.

Dr hab. Michał Łuczewski: Gdy Scruton spotykał w Polsce intelektualistów, dla których ważne jest dobro wspólne, prawda czy piękno, którzy nie zamykali się w egoistycznym geście w przestrzeni uniwersytetów, z pogardą patrząc na „człowieka prostego”, odkrywał nie tylko swoich sprzymierzeńców, lecz przede wszystkim przyjaciół. Wspomnienie jego czterdziestych urodzin, które spędził w ich towarzystwie, do tej pory krąży po Warszawie. Takiej wspólnoty Scruton nie mógł doświadczyć w krajach Zachodu.

PAP: Po 1968 r. Scruton obserwował zjawisko odwracania się społeczeństw Zachodu od religii. Tymczasem w swoich wypowiedziach mówił, że „religia jest osią wspólnej kultury”. Jak postrzegał rolę religii w Polsce i konsekwencje tracenia przez społeczeństwa Zachodu tej „wspólnej osi”?

CZYTAJ TAKŻE

Dr hab. Michał Łuczewski: Scruton był anglikaninem, choć czasem ekscentrycznym, i cała sfera duchowości w ramach tej wspólnoty religijnej była dla niego bardzo istotna. Swoje życie oparł na założeniu, że kultura ma znaczenie, a centrum kultury stanowią religia i sztuka, które nie mogą bez siebie istnieć. Scruton podkreślał, że trudno sobie wyobrazić piękno (tu podawał przykład średniowiecznych miast) bez wizji Boga. Bez Boga cała nasza rzeczywistość traci znaczenie, bo staje się przestrzenią obiektów, których możemy użyć. A jeśli tracimy poczucie sacrum, tj. świadomość, że istnieją rzeczy ważne same dla siebie, wtedy zaczynamy wszystkie rzeczy traktować instrumentalnie. Zaczynamy używać wartości, światopoglądów, natury. A na samym końcu tracimy poczucie sacrum człowieka: zaczynamy używać samych siebie i jesteśmy przez innych używani. Wówczas nasz świat staje się nie do zniesienia. Jeśli chcemy odnaleźć sens życia, musi istnieć kultura, której nie potrafimy użyć, która da nam obiektywne miary, stanie się treścią naszego życia, sprawiając, że nawiązujemy głęboką formę komunikacji z przeszłością i jej dziełami. 

CZYTAJ TAKŻE

Konserwatyzm pozbawiony więzi z sacrum będzie staczał się w stronę tradycjonalizmu czy niezrozumiałego gestu oporu. Ma on sens tylko wtedy, gdy jest zakorzeniony w wizji Boga. Na samym końcu to Bóg jest pięknem, dobrem i prawdą. Bez odniesienia do wartości absolutnych i transcendentnych każda z tych miar byłaby czymś czysto ludzkim i niezrozumiałym. Oderwanie się od przeszłości w roku 1968 czy 1989 było możliwe, kiedy uznano dawne miary i wartości za przebrzmiałe, ale wówczas nie wiedzieliśmy już, w którą stronę zmierzać. Chcieliśmy realizować coraz bardziej nowoczesne ideologie, jednak obiecany raj na ziemi wcale nie przychodził. Gdy dostrzeżemy rolę wiary, nie będziemy błądzić, lecz będziemy wiedzieć, do czego powracać. Religia tworzy fundament wizji konserwatysty. Trochę na złość wszystkim „wyzwolicielom” czy – jak trafnie określa ich prof. Zbigniew Stawrowski – „liberatorom”, którzy pragną realizacji racjonalnych, emancypacyjnych ideologii, Scruton pokazywał, że to, co wydaje nam się nieracjonalne, jest w istocie oparte na głębszej racjonalności, której nie jesteśmy w stanie dostrzec. Religia bardzo dobrze reprezentuje ten rodzaj głębszej racjonalności. Takie założenie jest widoczne również w myśli Edmunda Burke’a, którego Scruton postrzegał jako swojego mistrza.

CZYTAJ TAKŻE

Porównując czasy „Solidarności” i dzisiejsze, łatwo dostrzeżemy, że nowoczesność wcale nie przyniosła nam głębszych relacji i nie nadała głębszego sensu naszemu życiu. Jeśli pozbawiamy się sacrum, to otwieramy drzwi do irracjonalności. Scruton stał się ofiarą nowych ideologii, które w imię racjonalizmu atakują religię, ale same prowadzą do nowych form wykluczenia. Poprawność polityczna stała się dziś nową religijną ortodoksją, znacznie prymitywniejszą niż chrześcijaństwo. Takie mechanizmy działają na uczelniach Zachodu. Scruton był kimś, kogo eliminowano, używając do tego najniższych chwytów.

Dr hab. Michał Łuczewski: Porównując czasy „Solidarności” i dzisiejsze, łatwo dostrzeżemy, że nowoczesność wcale nie przyniosła nam głębszych relacji i nie nadała głębszego sensu naszemu życiu. Jeśli pozbawiamy się sacrum, to otwieramy drzwi do irracjonalności. Scruton stał się ofiarą nowych ideologii, które w imię racjonalizmu atakują religię, ale same prowadzą do nowych form wykluczenia.

PAP: Czy mimo to Scruton patrzył na przyszłość Zachodu z optymizmem, czy raczej był pesymistą?

Dr hab. Michał Łuczewski: Scruton był pesymistą, ale w imię prawdziwej nadziei. Jego pesymizm wynikał z realizmu – świat, który kochał i chciał tworzyć, coraz bardziej odchodził w przeszłość. Wiedział jednak, że należy zachowywać nadzieję, nadzieję dramatyczną, bo zakładała ona, że w rozwoju – człowieka i całych społeczeństw –konieczne jest przejście przez największe upadki, takie jak komunizm czy poprawność polityczna. Na końcu następuje zrozumienie, że sens nadają nam nie nowoczesne wynalazki, lecz piękne życie w poszukiwaniu sensu.

CZYTAJ TAKŻE

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

szuk / skp/ 

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL