Kultura i sztuka po 1989 roku

23.04.2019

125 lat temu Władysław Podkowiński pociął nożem swój obraz „Szał”

Władysław Podkowiński (1866-1895) "Szał uniesień".  PAP/Reprodukcja J. Ochoński Władysław Podkowiński (1866-1895) "Szał uniesień". PAP/Reprodukcja J. Ochoński

24 kwietnia 1894 r. malarz Władysław Podkowiński porżnął nożem swój obraz „Szał”; wymierzył tuzin ciosów w twarz i ciało nagiej kobiety, dosiadającej demonicznego konia. Wcześniej obraz, eksponowany przez 36 dni w sali Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, wywołał skandal.

"Szał" - inne tytuły to "Szał uniesień", "Szał marzeń" - to jeden z najbardziej znanych polskich obrazów.

Najkrótszy opis dzieła dał Kazimierz Przerwa-Tetmajer na łamach "Kuriera Codziennego". "Na rozhukanym olbrzymim koniu, na jakiejś apokaliptycznej bestii rzuconej w chaos, w zamęt wichrzących się tumanów chmur i mgławic na wpół leży naga kobieta oplótłszy koniowi kark ramionami, tuląc się doń twarzą, piersią, korpusem, cisnąc mu konwulsyjnie boki nogami." Wykonał ukłon w stronę swej epoki, podkreślając patriotyczny potencjał konia: "szalonego rumaka godnego (…) na bajeczne boje olbrzymie Króla-Ducha nieść widmo".

Jan Białostocki w pracy "Ikonograficzny rodowód +Szału+", podał że "obraz nieokiełznanego konia jest tradycyjnie używany w moralizującej ikonografii jako symboliczne przedstawienie +ślepego pożądania+".

W końcówce XIX w. była to wiedza powszechna. Anonimowy recenzent z "Kurjera Warszawskiego" skupił się więc na monumentalnych - 3,1 x 2,75 m – wymiarach dzieła: "+Szał uniesień+ jest płótnem poważnych rozmiarów, przedstawiającym kobietę, na rozhukanym rumaku. Jest to więc utwór symboliczny".

W "Kraju", wydawanym w Petersburgu, felietonista Urbanus nakreślił wizję kobiety fatalnej: "Ramiona białe, toczone, ponętne (…) oplotła dokoła czarnej szyi rumaka, ściskając ją nimi tak silnie, jak ściskać umie tylko miłość, która jest mocniejsza od śmierci. Twarz kobiety wyraża zmysłowa ekstazę, i jest zarazem: ponętna i straszna.(…) Z głową w tył odrzuconą, z przymknionymi w upojeniu bolesno-rozkosznym oczyma, w uścisku aksamitnych ramion kobieta dusi rumaka, któremu z rozwartych chrap cieknie piana i wysuwa się bezwładnie blady, drętwiejący ozór. (…) Kobietę wyposażył artysta we wszystkie ponęty, w jakie stroi się Venus-Astarte. Jest pełna, biało-różowa, o skórze atłasowo-połyskującej, o stopach drobnych, o liniach konturu miękkich, falujących, lubieżnych. Włosy tej kobiety są płomieniem, a w szalonym pędzie rozwichrzone i w górę wzbite ognistymi językami, zdają się parzyć rumaka".

Nie wspomniał o przyodziewku damy – skandalem w tamtej epoce był fakt, że nie było o czym napisać.

Cezary Jellenta, pisarz i krytyk, także opisał w tygodniku "Prawda" apetyczną niewiastę o porcelanowej karnacji i podsumował: "Tak wyglądać mogła chyba tylko Leda w chwili, gdy ją Jowisz zamieniony w łabędzia pieścił (…). Ale dolna część nogi, od kolana do palców wydaje mi się za sztywna".

Stefan Laurysiewicz, przyjaciel Podkowińskiego, twierdził że artysta z projektem tego płótna nosił się od 1889 r. W 1893 r. kompozycja dojrzała, o czym świadczą cztery zachowane szkice olejne. Dwa są własnością Muzeum Narodowego w Warszawie – nie są eksponowane. Kolejny należy do Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu i można go obejrzeć w Muzeum na Zamku w Pieskowej Skale. Ostatni prezentuje Muzeum Mazowieckie w Płocku.

"Szał" został wystawiony w lokalu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych przy ul. Krakowskie Przedmieście na osobnej wystawie, czynnej w godz. 10-16 w dniach 18 marca – 24 kwietnia 1894 r. "Komitet Towarzystwa sztuk pięknych w uznaniu zasług młodego artysty, połowę dochodu z wystawy przeznacza na jego korzyść" – napisał "Kurjer Warszawski". W dniu otwarcia obejrzało ten obraz ponad tysiąc osób. Łącznie sprzedano ponad 12 tys. biletów. Honorarium Podkowińskiego wyniosło 347 rubli i 77 kopiejek.

Klimat wystawy odzwierciedla relacja Jellenty: "Powiada do mnie pewien pan, który (….) jest obywatelem niezmiernie moralnym, od czasu jak niegodziwa fatalność, uczyniła go wielbicielem płci pięknej czysto platonicznym (…) - Wie pan, nie pojmuję, jak można pokazywać tłumowi twarz tak wyuzdaną, tak bezwstydną, ale ta kobieta wyraźnie tuli się do konia (…). No, po prostu ścisk i natłok i skrzydlate pochwały i nagany takimi chmarami lecą przez powietrze, że człowiek sam przestaje w końcu wiedzieć, co o malowidle trzymać".

"Młody i elegancki mój przyjaciel (…) łykał formalnie ślinkę na widok cudownych, pełnych kształtów kobiety, wymalowanej przez Podkowińskiego i tak się kręcił między ludźmi, jak gdyby chciał czym prędzej dowiedzieć się o jej adresie. Zgadując, że w gorączkowej swej sensacji, nie oszczędzi i mnie uniesień i zachwytów, zagadnąłem pierwszy, kiwając głową. - To ci świństwo dopiero wystawili! i jeszcze każą sobie płacić za to. - Znasz się - odparł szybko - a ja ci powiadam, że dużo bym dał, żebym mógł być na miejscu tego konia... A w każdym razie zamówię u Podkowińskiego coś podobnego do swego gabinetu. A szelma, jak on maluje!" - relacjonuje Jellenta.

Dzieło Podkowińskiego łamało tabu obyczajowe. Plotka niosła, że stanowi dokument niespełnionej namiętności Władysława Podkowińskiego do mężatki z wyższych sfer, Ewy Adolfy Kotarbińskiej, z domu Koskowskiej.

Z informacji na stronach genealogicznych wynika, że Ewa urodziła się w 1857 r. tj. była 9 lat starsza od Podkowińskiego. Materiały Pałacu w Chrzęstnem podają, że różnica wieku wynosiła 11 lat.

Była piękną brunetką - miała wśród przodków Ormianina. Ta córka właścicieli licznych dóbr ziemskich, "zdolna pianistka z dużym wyczuciem grająca romantycznych muzyków", "obyta w towarzystwie i niedostępna", w wieku 28 lat wyszła w 1885 r. za mąż za Miłosza Kotarbińskiego, syna administratora majątku w Chrzęstnem, w którym mieszkali jej rodzice. Prawdopodobnie związek miał cechy mezaliansu. Ale dziewięć lat później, w chwili, gdy powstał "Szał", malarz Miłosz Kotarbiński - mąż Ewy - był już wpływową figurą. Ewa do tej chwili urodziła sześcioro dzieci – z czego przeżyła czwórka; najmłodsza wówczas córka, Zofia Ewa, urodziła się w 1894 r.

Podkowiński bywał w Chrzęstnej oraz sąsiednim majątku w Mokrej Wodzie. "Zapraszano go na wakacje, zlecano prace" – opowiada Magdalena Czubińska, pełnomocnik d.s. działalności wystawienniczej i kierownik działu sztuki współczesnej Muzeum Narodowego w Krakowie. "Ta materialna baza miała wielkie znaczenie, gdyż Podkowiński wcześnie zaraził się gruźlicą. To była choroba typowa dla jego środowiska, w XIX wieku zapadali na nią często studenci, artyści, ludzie niezamożni. Nie mieli środków na leczenie: zresztą nie było leków… Trzy czwarte gruźlików umierało – reszta żyła w cieniu śmierci" – wyjaśnia.

W 1892 r. doszło do zerwania przyjaznych więzi. "Podkowiński zakochał się w mężatce, żonie przyjaciela. Ona go odtrąciła. Do niczego nie doszło, ale dostał od jej środowiska zakaz kontaktów" - dodaje Czubińska.

W 1894 r. Podkowiński namalował "Szał". Zajęło to niespełna trzy miesiące. W ostatnich tygodniach pracy miał zaostrzenie choroby i kilka krwotoków. Jak wspominał dziennikarz A. Aliński z "Tygodnika Ilustrowanego": "widywali go bladego i chudego, ze śladami gorączki na ustach, nie skarżącego się na odchodzące życie i niczego nie żałującego (…) Jego lekarz, dr Hewelke, nie robił żadnej nadziei, wiedziano o tym, mówiono to sobie, ale tego jakoś nie odczuwano. Ale bo jak było myśleć o śmierci tego człowieka wobec szalonego zapału jego do sztuki, wobec niezmordowanej pracowitości, wobec coraz nowych dzieł i pomysłów. Ledwie siłę miał żyć, a on ciągle malował, i co go choroba powaliła na łóżko, wstawał z niego wprost do sztalug".

W czasie wystawy, prasa donosiła o nowych zamówieniach dla Podkowińskiego – a także o tym, że "w przyszłym miesiącu obraz ten zostanie wysłany do salonu paryskiego".

Urbanus - dosłownie w przededniu aktu destrukcji - napisał profetyczne: "Jest to szał upojenia zmysłowego, ale odmienny zgoła od szałów klasycznych, średniowiecznych (…) Nie jest to nawet szał romantyczny (…) Tu szał graniczy bezpośrednio ze znanym z psychiatrii szałem niszczycielskim - zabójczym lub samobójczym".

"Dziennik Poznański" doniósł: "Z rana, gdy zaczynał się ruch na wystawie, ukazał się tam twórca +Szału+, i zupełnie spokojnie, jak gdyby chodziło tylko o dodanie lub ujęcie kilku rzutów pędzla na obrazie, – przystawił schodki, a wszedłszy na nie, pokrajał nożem obraz cały".

We wspomnieniach Heleny Kiniorskiej, spisanych na prośbę biografki Podkowińskiego, Wiesławy Wierzchowskiej czytamy: "Rodzina osoby, w której się nieszczęśliwie kochał, dopatrywała się podobieństwa jej z kobietą z +Szału+ i w ostrych słowach potępienia zwróciła się do Podkowińskiego. Ten, nie znosząc nagany i pełen, jak zawsze, dumy... obraz zniszczył".

Wiktor Gomulicki, opisując w "Kraju" wizyty w pracowni Podkowińskiego, wspomniał: "Tak, fatalność (…), która jak dym za płonącą pochodnią, włóczy się za każdym niemal duchem czulszym i doskonalszym. Nie mogę jej tu nazwać po imieniu, ale zaznaczam, że ona to właśnie, w kilkanaście dni potem, włożyła w rękę artysty nóż, którym pokrajał najpiękniejsze swe dzieło".

Ale malarz podawał inne motywy. Dziennikarzowi "Prawdy" Aleksandrowi Świętochowskiemu powiedział: "Obraz mój podobał się publiczności, względem której dotrzymałem też obowiązku i pozostawiłem +Szał+ na wystawie prawie do końca oznaczonego terminu; w tych dniach miał być zdjęty, zamiast więc zwijać go na wałek i schować, wolałem skonstatować zawód doznany, zawód całkiem indywidualny".

Gomulickiemu wyjaśnił: "Było to wyższe ponad wolę moją.(…) Chwila była piekielna. Rozdzierane płótno wydawało głos podobny do krzyku. A gdy w otworze, na kilka łokci długim, błysnęło białe drzewo rusztowania, strach mię zdjął… bo podobne to było do kości, bielejących w rozpłatanym trupie".

Magdalena Czubińska w rozmowie z PAP podkreśla, że aż 12 z ogółem 16 cięć nożem Podkowińskiego dosięgło kobiecej postaci. "Przyczynę sam wskazał, rozpoczynając destrukcję od zniszczenia twarzy. Życzliwi artyście nazywali to +dzieciobójstwem artystycznym+, ale przecież to było zabójstwo obrazu w afekcie - zastępcze morderstwo" - wyjaśnia.

Miłość platoniczna – egzaltowana, wyidealizowana - może być niezmiernie silna z tego powodu, że nie może być skonsumowana. A człowiek popada w skrajne wibracje z wielu powodów, emocjonalnych i fizycznych. Czubińska traktuje więc czyn Podkowińskiego jako przerysowanie XIX-wiecznego romantyzmu, tragiczne i dramatyczne, i dodaje że zaawansowana gruźlica sprzyja neurozie, histerii i nadprzeżywaniu. "Diagnozę należy zostawić psychologom, ale stany miłosne potrafią wtrącić człowieka w otchłań wręcz psychozy; chyba wszyscy znamy  +Cierpienia młodego Wertera+" - mówi.

"Nie zagłębiajmy się w to zanadto, jestem za pozostawieniem prywatności umarłym… Ale bardzo proszę, niech pani nie zrobi z Podkowińskiego wariata" - podsumowuje Magdalena Czubińska.

Już po katastrofie ofiarowywano Podkowińskiemu ok. tysiąca rubli za pokrajane płótno. Ale chociaż brakowało mu pieniędzy na życie i leczenie, malarz nie zgodził się na naprawę dzieła - nie chciał czerpać z niego dochodów. Druga połowa 1894 r. to jego powolne konanie.

Z wspomnień A. Alińskiego w "Tygodniku Ilustrowanym" wynika, że Podkowiński przyspieszał śmierć, wspomagając swą gruźlicę głodówkami oraz celowym przeziębianiem się: "Rano nic nie jadł, odmawiając sobie posiłku – a wieczorem szedł na talerz zupy z kwaśnego mleka. I tak przez cały tydzień. I raz, w chwili kiedy człowieka gniecie potrzeba szczerości, rzekł mi, zachowując obojętność na twarzy: +Ja nie chcę żyć+" - relacjonował.

Za późno w Podkowińskim obudził się instynkt życia: "Ostatni obraz +Marsz pogrzebowy+. Jest to młody człowiek idący za trumną. Ten człowiek roztworzył ramiona rozpaczliwym ruchem i krzyczy. Zobaczycie tę twarz, gdzie od tego krzyku strasznego szczęka wyskakuje ze stawów. To skarga na śmierć. Taka była ostatnia myśl artysty" - podał Aliński.

Artysta zmarł 5 stycznia 1985 r., nad ranem, o godzinie 2.30 w swojej pracowni, w przeszklonym belwederze pałacu hrabiów Kossakowskich przy ul. Nowy Świat 19 w Warszawie. Według nekrologu, 7 stycznia 1895 r. odbył się pogrzeb. "Kurjer Warszawski" dał sprawozdanie: "Trumna, ustawiona na czterokonnym wozie żałobnym, tonęła w masie wieńców i bukietów, uwitych z palm, żywych kwiatów i czarnej krepy. Od rogatek trumnę ponieśli na ramionach koledzy. Przy dźwiękach hymnów Moniuszki i Troszla, odśpiewanych przez chór amatorski, zwłoki spuszczono do grobu krewnych śp. Podkowińskiego".

Opublikowane pośmiertne wspomnienia podkreślały, że Podkowiński cieszył się "nie tylko uznaniem talentu, lecz i ogólną sympatią". Nazywały jego śmierć od choroby "młodocianą": "Strawiony chorobą piersiową zgasł przedwcześnie ze szkodą sztuki". Przypomniały skandal: "Jak mało dotąd był sam w zgodzie z sobą, świadczy pamiętny fakt pocięcia własną ręką wielkiego płótna +Szał uniesień+, znamionującego twórczość oryginalną i głębszą". Nieustannie nawiązywały do niespełnionej miłości. Na okładce "Tygodnika Ilustrowanego" ukazał się portret Podkowińskiego w trakcie malowania +Szału+. Gazety informowały: "Na konkursie Towarzystwa w r.1893 otrzymał Podkowiński za  portret pani K. w tualecie czarnej pierwszą nagrodę w sumie 600 rs."

Pani K. to właśnie Ewa Kotarbińska. W trakcie II wojny ten jej portret zaginął i obecnie znajduje się w Rejestrze Dzieł Utraconych.

Z inicjatywy Feliksa Jasieńskiego i Leona Wyczółkowskiego zorganizowano pośmiertną wystawę dorobku Podkowińskiego - ok. 135 prac. Prasa zapowiadała: "Po zniszczonym obrazie +Szał+ pozostały fotografie, które mają być włączone do wystawy". Ostatecznie obraz odrestaurował Witold Urbański.

Scenografia wystawy była dekadencka: cała sala została obita czarnym suknem, a pod już posklejanym +Szałem+ umieszczono autoportret Podkowińskiego, ozdobiony laurem.Wiele prac zostało sprzedanych. Prawdopodobnie wśród kupców był Jasieński, który w następnych latach prezentował w Sukiennicach i w swoim mieszkaniu na ul. Św. Jana np. niektóre dzieła rysunkowe Podkowińskiego z kolekcji – w tym szkice do kompozycji "Taniec szkieletów". Dochód z tej retrospekcji otrzymała matka Podkowińskiego, którą śmierć syna pozbawiła środków do utrzymania.

Tuż po śmierci Podkowińskiego zrodziła się jego legenda artysty odrzuconego. Nie przeszkodziło nawet szerokie uznanie dla jego twórczości - choć standardowo, wielkość artysty przeklętego i jego dzieła wynika ze skali dezaprobaty społecznej. Wystarczyło, że Stanisław Przybyszewski zagrzmiał w "Chimerze", że filistrzy "Zabili Podkowińskiego!", co rozpowszechnił później Wacław Nałkowski.

"Szał" odbył tournee: matka artysty wypożyczała to dzieło przez pośrednika na liczne wystawy, m.in. w Łodzi, Krakowie, a nawet Moskwie i Petersburgu.Krakowski pokaz we wrześniu 1895 r. znalazł odbicie w dramacie Jana Augusta Kisielewskiego "W sieci". Jego bohaterka, Szalona Julka, fizycznie identyfikuje się z bohaterką obrazu. "Podkowińskiego widzieliście +Szał+… szalonego Podkowińskiego szalony +Szał+? (…) …on sam, on, Podkowiński, (…) chwycił mnie za włosy i szarpał, darł, targał (…) tak mnie cudownie bił kopytami swojego czarnego demona".

Dziś "Szał" wart jest "każde pieniądze". "Jaką cenę rzuciłby właściciel, taka będzie zapłacona. Ale ceny przecież nie ma… To obraz rangi muzealnej, a do tego niesie treść uniwersalną i mógłby wzbudzić zainteresowanie na rynku międzynarodowym, chociaż sztuka XIX wieku budzi znacznie mniejsze zainteresowanie niż współczesna" – mówi PAP Mikołaj Konopacki, właściciel "Pragalerii".

Konopacki zna problem wyceny dzieł do celów ubezpieczeniowych i uważa to za wróżenie z fusów. "Takich obiektów jak +Szał+ nie ma na rynku i nie będzie. To element naszego dziedzictwa kulturowego, kawałek Polski, naszej historii. Na ile można wycenić +Bitwę pod Grunwaldem+?" – pyta retorycznie. Przypomina, że najdroższe obrazy Matejki sprzedano niegdyś za 3 oraz 6 mln, a obrazy Łempickiej za 8-10 mln. zł. "Takich dzieł nie ma w obrocie na rynku, ale gdyby się pojawiły, to wchodzą w grę dziesiątki milionów złotych czyli sumy rzędu 10-20 milionów euro" – ocenia Konopacki.

Magdalena Czubińska podkreśla, że to nie jest najlepszy obraz Podkowińskiego. "Podczas ostatniej wyceny – na potrzeby wypożyczenia – był wyceniony na 600 tysięcy; oczywiście to nie są ceny aukcyjne. I w ogóle pieniądze są najmniej ważne". (PAP)

Iwona L. Konieczna

iko/ pat/
 

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL